Gry wideo jako sztuka

Czy gry wideo można traktować jako sztukę, tak jak traktuje się literaturę, teatr i film?  To pytanie wydaje się w naszych czasach bardzo zasadne. Pomimo iż gry wideo zyskują coraz większą popularność, stając się nawet przedmiotem badań kulturowych, to nadal wielu ludzi uważa, że nie można traktować ich jako kolejnej muzy. W swoim tekście chciałbym przytoczyć kilka argumentów przemawiających za traktowaniem gier wideo w kategorii sztuki. Mam nadzieję, że artykuł ten stanie się również pewnym zaczątkiem do dyskusji na zaproponowany przeze mnie temat.

Bracia Lumiere i kinematograf

Bracia Lumiere i kinematograf

Wśród zarzutów skierowanych przeciwko traktowaniu gier wideo na równi z innymi dziedzinami sztuki pojawia się argument, iż gry nastawione są jedynie na przynoszenie graczom rozrywki za pomocą nowych technologii. Przypomnijmy sobie jednak początki kinematografii. Kiedy w 1895 roku bracia Lumiere zaprezentowali swoim widzom pierwsze filmy ukazujące wyjście pracowników z fabryki, pracę ogrodnika oraz wjazd pociągu na stację kolejową zarzuty przeciwników tej dziedziny sztuki były podobne. Kinematografię traktowano raczej jako swego rodzaju zabawę dla mniej wymagających widzów, czy nowinkę techniczną, która – jak uważano – nie miała prawa zrobić wielkiej kariery wśród bardziej wymagających widzów. Od 1895 roku film przebył jednak bardzo wyraźną ewolucję i obecnie mało kto miałby odwagę i argumenty aby podważyć artystyczność filmu jako dziedziny sztuki.

Mało kto zauważa jednak jak wielką ewolucję przeszły gry wideo od swoich początków. Pamiętajmy bowiem, że gry nie zaczynają się wraz z powstaniem C64, czy NESa, kiedy wydawane produkcje miały już często warstwę fabularną ale zdecydowanie wcześniej. Wówczas stanowiły jednak – podobnie jak pierwsze filmy – źródło nowoczesnej zabawy dla wybrańców, polegając głównie na sprawdzeniu zręczności graczy. Fabuła wtedy nie istniała, bądź stanowiła jedynie bardzo ogólnikowe tło. Zastanówmy się jakie funkcje pełnią dzisiejsze gry wideo.

concept-015-brute_fight-p

Czy gracze sięgają po gry tylko po to, aby oderwać się od rzeczywistości wejść do wirtualnego świata w celach rozrywki, z które całkowicie wychodzą po zakończeniu grania? Oczywiście, że nie. Już od dłuższego czasu fabuła nie jest jedynie dodatkiem do gry, ale jej niezwykle ważnym i niezbędnym elementem. Naturalnie, zdarzają się tytuły nastawione wciąż jedynie na aspekt rozrywki, ale to samo można powiedzieć również o niektórych filmach, spektaklach i książkach. Jednakże coraz więcej gier charakteryzuje się niezwykle złożonymi fabułami i światem, którego życiem gracz żyje nadal po wyłączeniu konsoli, bądź komputera. Co więcej, historie przedstawione w grach są historiami wielowątkowymi, a nawet nierzadko i otwartymi, pozwalającymi graczom na snucie własnych domysłów i prowadzenia dyskusji, a także życiem losami swojego ulubionego bohatera. Co również kluczowe, coraz częściej producenci filmów i  autorzy książek sięgają po motywy i fabułę z gier wideo, które stają się dla nich inspiracjami do stworzenia swoich dzieł.

Roman Indgarden zajmując się teorią literatury udowadniał istnienie quasi-sądów, czyli dyskusji i logicznych wywodów dotyczących dzieła literackiego i przedstawionego w nim świata. Czy możemy mówić o istnieniu quasi-sądów w grach wideo? Oczywiście, że tak. Mowa tutaj między innymi o licznych i popularnych w Internecie fan fiction czy dyskusjach graczy na forach internetowych. Mój artykuł jest tylko pewnym zaczątkiem do dyskusji na temat postrzegania gier wideo w kategorii sztuki. Mam jednak nadzieję, że pozwoli on na rozpoczęcie na łamach naszego serwisu pewnej dyskusji, a nawet zapoczątkuje powstanie kolejnych artykułów, oscylujących wokół tego tematu.

Zdjęcie profilowe Kamil Kozakowski
Zafascynowany grami wideo doktorant kulturoznawstwa