Fallout 4: Dzieło czy produkt?

War. War never changes.

cc2

Fallout. „Radioaktywny opad” jakby tłumaczyć to na polski – mało chwytliwy byłby to tytuł, gdyby tłumaczono to na język polski, ale nie jest to bynajmniej jakieś szczególne kuriozum translacyjne, biorąc pod uwagę, że po polsku „Die hard” tłumaczymy jako „Szklaną pułapkę”. Nawet, kiedy Bruce Willis w pozostałych częściach serii nie walczy o życie w szklanym wieżowcu w centrum zatłoczonego miasta..
Ale nie o tym ten artykuł, profesor Miodek ma się dobrze i nie będę sobie uzurpował jego miejsca jako językoznawca.

Pancerz wspomagany w F4

Pancerz wspomagany w Fallout 4

Mowa będzie o legendarnej serii studia Interplay, które potem przejęła Bezbetatesta  Bethesda. No właśnie. I to nie spodobało się już ludziom podającym się za „weteranów serii”. Za „starych wyjadaczy” w świecie gamerów. Takich jakby… „prawdziwych, ambitnych metalowców” w świecie gier, którzy na jedną modłę mówią, że Metallica skończyła się po „Kill ‚Em All”, Fallout po „Fallout 2” (mhm…a Mickiewicz po „Sonetach krymskich”?). Nie pojmują oni jednej rzeczy. Że w dzisiejszym świecie nie da się być takim całkiem tru i iść do przodu. Czasem trzeba iść za „vox populi”, poświęcić zatwardziałych fanów, którzy nie akceptują zmian, takie… „divida et impera”. Inaczej Metallica do usranej śmierci grałaby na przyjęciach dla domów seniora albo na imprezach pokroju „Grilla rodzinnego z okazji stulecia gminy Końskowola”, wiążąc ledwo koniec z końcem z bilonu zbieranego do dziurawego kapelusza. Oczywiście nie mam nic do Metalliki a tym bardziej Końskowoli (no offence, bruh), to sympatyczna miejscowość. Chodzi o to, by pokazać, że nie da się być maksymalnie ambitnym, miotać górnolotnymi pomysłami, inteligentnym humorem i klimatem przyjemnym tylko dla wielbicieli serii oraz mieć zadowalające dochody. To się nie sprzeda i nie da pieniędzy na kolejne pomysły. Trzeba znaleźć optimum – wartość parametru, dla którego parabola „dochodowość” i „ambitny, inteligentny pomysł” mają wierzchołki w najwyższych punktach.

Ojciec Skyrima i Fallout'a 4

Ojciec Skyrima i Fallout’a 4

Bo widzicie, moi mili, chodzi o jak NAJSZERSZY target. Fallout nie utrzymałby się pozostając stricte erpegiem z widokiem izometrycznym. Musiał wchłonąć coś z serii TES wzbogaconej FPS’em. Bo tego jeszcze nie było. Ciężko powiedzieć jak Todd Howard wpadł na tak absurdalny, ale jak widać było podczas premiery, genialny pomysł, ale albo jest geniuszem projektowania gier, albo ma tabsy od Eddiego Morry z „Jestem Bogiem”, albo dostaje wytyczne od Reptilian ukrytych głęboko w kraterach po drugiej stronie Księżyca (otrzymuje te wytyczne razem z Ozjaszem Goldbergiem!).

Była mowa obronna. Teraz będzie mowa oskarżycielska. Osobiście Fallout 4 podobał mi się na początku bardzo. Zarywałem noce, szukając swego synka, który okazał się być starym dziadem. Wsiąkłem w klimat w całości. Jednak jak teraz na to patrze, Todd za bardzo zachęcony sukcesem Skyrim’a, poszedł w Falloucie za daleko w klimaty TES’a. Kiedy przeszedłem już główną linię fabularną, opadły mi klapki z oczu jak w „Oni żyją” Johna Carpentera. Zacząłem zauważać, że biegam sobie Ocalałym, ale ten biega zupełnie jak Dragonborn (No shit, Sherlock! Może to dlatego, że to ten sam silnik?…). Zabijam Protektrony mając retrospekcje, że to automatoi Dwemerów. Ładuję w łeb Behemota serię w pełni naładowanych pocisków z karabinu Gaussa, myśląć przez chwilę, że to Gigant ze Skyrima, tylko kilka kilogramów metanabolu później.

Zderzenie światów

Oczywiście, nie mówię, że F4 i Skyrim to paskudna zgapa, najzwyklejsze control+c-control+v. Ale niektóre schematy i mechanizmy pokrywają się toczka w toczkę (i bynajmniej nie chodzi tu o obecność korzenia Nirnu… #kumaci_zrozumiejo). Fallout 3 i NV miały jakiś… niesamowity klimat. Element pancerza wspomaganego to była trochę lipa, ale kiedy znalazło się pancerz Enklawy nikomu nie przeszkadzało, że jest czarny a nie różowy i że wygląda bardziej jak obcisły, lateksowy strój sado-maso w porównaniu do pancerza X-01. Pomysł szukania bliskiego członka rodziny był wtedy oryginalny. Na swojej drodze mogłeś wysadzić osiedle bombą atomową, uratować androida i było to naprawdę tajemnicze. Starszy Bractwa był poczciwym, łysiejącym dziadziusiem, który nie chciał nikogo zabić dla schematu budowy czajnika elektrycznego czy elektrycznej maszynki do golenia. Miałeś łzy w oczach, gdy zabijali Twojego ojca na Twoich własnych oczach. Już myślałeś, że znalazłeś miłość życia, kiedy musisz ją zostawić, ponosząc heroiczną śmierć w napromieniowanej komorze oczyszczalnika wody. Innym razem przeżywasz strzał w głowę, żeby stać się nemezis swojego niedoszłego oprawcy i poznać tajemnicę Platynowego Sztonu. Zostajesz zwabiony przez Ulyssesa, który chcę zemścić się na tobie, bo nieświadomie zabiłeś wszystko co kochał. W tym celu przebijasz się przez hordy… tych dziwnych… ghuli z Rozpadliny… czy czymkolwiek oni byli. Ale to też miało swój smaczek. No i klimat kasyna Sierra Madre i opętanego rządzą bogactwa i władzy Starszego Elijah’a…
Tak więc Bethesdo, Howardzie (i Święty Monitorze), czekamy na DLC do F4, które pokaże miłośnikom serii, że naprawdę wam na nich zależy. Hajs zrobiony, teraz pora na trochę uwagi dla „weteranów serii”, na takie małe „Treat me gently”.

Fallout NV miał ciekawe DLCs. Czy z F4 będzie tak samo?

Fallout NV miał ciekawe DLCs. Czy z F4 będzie tak samo?