Recenzja: Tom Clancy’s: The Division

aaa

Zrujnowany Nowy Jork, nieustające strzały, przerażająca walka o przeżycie oraz wrogowie, którzy nieustannie dążą do tego, by cię zniszczyć. Dokładnie tak wyobrażałam sobie The Division, gdy po raz pierwszy zobaczyłem zapowiedź tej produkcji na targach E3 w 2013 roku.  Było tam wszystko, czego dusza zapragnie. Niestety już wiem, że finalna wersja gry nie spełnia do końca moich oczekiwań.

20160312005336_1

Po kilku latach nieustannego „dojenia” graczy, firma Ubisoft stwierdziła, że warto by było zainwestować w nowe marki.  Seria o zakapturzonych Yamakasach nie sprzedawała się już tak dobrze jak dotychczas, dlatego też Francuzi postanowili troszkę urozmaicić swój plan wydawniczy. W 2013 roku po raz pierwszy usłyszeliśmy o The Division, ku zaskoczeniu wielu graczy nie był to kolejny Assassin’s Creed, lecz całkowicie nowa marka,  sygnowana nazwiskiem znanego pisarza Toma Clancy’ego. Co jak co, ale udało im się zwrócić na siebie uwagę. Wszyscy zachwycali się fantastyczną oprawą graficzną oraz niezwykle klimatycznym ” Wielkim Jabłkiem”. Zapytacie pewnie …

JAK JEST TERAZ?

20160309164303_1

New York, concrete jungle where dreams are made of
There’s nothin’ you can’t do
Now you’re in New York
These streets will make you feel brand new
Big lights will inspire you
Let’s hear it for New York, New York,
New York 

Jay-Z – Empire State Of Mind

Pierwsza rzecz, jaka rzuca się w oczy zaraz po uruchomieniu gry – The Division to jedna z najładniejszych produkcji w historii gier komputerowych. Oprawa graficzna pomimo sporego downgrade’a jest nadal nieprawdopodobna. Fantastyczne efekty świetlne, niesamowita dbałość o najmniejsze detale oraz zróżnicowanie pogody powoduje to, że klimat zrujnowanego Nowego Jorku wypływa wprost z naszego ekranu.  Warto dodać, że twórcy gry zadbali również o optymalizację swojego najnowszego działa, dzięki temu gra chodzi bardzo płynnie i nie pożera dużych zasobów.

A już się bałem, że zobaczymy  „Unity 2.0„.

Naszą przygodę z The Division zaczynamy od wykreowania naszego wspaniałego bohatera. Już na pierwszy rzut oka widzimy, że jest troszkę ubogo. Kreator postaci składa się z zaledwie kilku podstawowych opcji, takich jak wybór płci, koloru skóry, fryzury, zarostu oraz znaków szczególnych. Na ulicach Nowego Jorku nie trudno jest więc znaleźć swojego bliźniaka lub bliźniaczkę.

20160319132017_1

Czy tam jest w ogóle jakakolwiek fabuła?

Fabularnie gra The Division nie jest tak znakomita jak jej oprawa graficzna.  Wcielamy się w bezimiennego, niemego oraz nudnego agenta tytułowej Dywizji, którego głównym zadaniem jest wypełnianie obowiązków narzuconych przez dowództwo. Misje są niestety bardzo powtarzalne i schematyczne. Przez pierwszą godzinę było nawet fajnie, ale po tym czasie miałem już dość tej gry. Scenarzyści jak i projektanci misji powinni troszkę bardziej się postarać.

20160312005336_1

Twórcą gry udało się stworzyć dość duże miasto z dbałością o każdy detal, w którym niektóre z lokacji pokrywają się z rzeczywistością. 

 

Z punktu widzenia mechaniki The Division wprowadził systemem zasłon na zupełnie nowy poziom. Rozplanowanie taktyczne i organizacyjne na polu walki jest o wiele prostsze niż w innych cover shooterach TPP. Należy również pochwalić mechanikę strzelania. Każda z broni w The Division, których jest naprawdę cała masa posiada charakterystyczny dla siebie rozrzut, przez co „feeling” broni stoi na naprawdę wysokim poziomie.  Niestety system obrażeń jest jedną z najsłabszych części gry.  Przeciwnik potrafi przyjąć na siebie cały magazynek z „kałaszka” i wciąż ma się tak, jak gdyby nigdy nic. 

20160319132549_1

Pomimo słabego kreatora postaci,  system progresji zarówno naszego bohatera, jak i naszej bazy operacyjnej jest naprawdę „miodny” . Podczas eksploracji Nowego Jorku nie raz trafimy na jakiś ciekawy przedmiot lub losowe wydarzenie, które wynagrodzi nas kolejnym ulepszeniem. Dodatkowo możemy jeszcze modyfikować naszą broń, wyposażając ją w większy magazynek, optykę, uchwyt poprawiający celność lub kamuflaż.  Chcąc być najlepszym, również musimy pamiętać o rozwoju swojej bazy pod względem medycznym, technicznym i ochronnym. Twórcy nie zapomnieli o aktywnych umiejętności i prekach naszego bohatera, które rozwijamy podczas levelowania naszej postaci.

Co tu dużo mówić o Strefie Mroku? Wieczny deadmatch.

Za murami, za lasami, czeka na nas prawdziwe „hardcorowe” wyzwanie. Tam nie ma przyjaciół, wszyscy dookoła są twoimi wrogami. Możemy tam znaleźć najmocniejszy ekwipunek w grze, lecz potrzebujemy do tego ludzi, którzy nigdy nas nie zdradzą.

Tak jak możecie wywnioskować z tytułu – grałem sam, więc nie miałem tam zbytnio czego szukać.

20160319133355_1

Podsumowując, Tom Clancy’s The Division nie spełnia do końca moich oczekiwań. Oglądając materiał z E3 2013 – liczyłem na samotną podróż w głąb ogarniętego chorobą Nowego Jorku, dostałem natomiast tylko fajne MMORPG. Tym, co stosunkowo szybko zaczyna uwierać jest powtarzalność. Grając samemu wymiękniesz z nudy po paru godzinach, ponieważ ta produkcja jest przystosowana pod kooperację.

Najnowsza gra Ubisoftu powinna być sprzedawana najlepiej w dwupakach, albo raczej czteropakach. Grafika nadrabia, mechanika nadrabia, ale co z tego skoro wieje nudą. Możliwe, że jeśli zagram w tą produkcję ponownie – najlepiej w towarzystwie grupki znajomych to diametralnie zmienię swoje nastawienie do tej produkcji.

Czas pokaże …

728x90Tom-Clancy_s-The-DivisionEN

Dzięki uprzejmości Kinguin.net mogliśmy przetestować Tom Clancy’s The Division.

Zdjęcie profilowe PATRISOVIC.
Core gamer, FPS/RPG Geek, grafik komputerowy, filantrop, sportowy świr ( ͡° ͜ʖ ͡°) Założyciel serwisu HCGAMES.pl