Recenzja: Castlevania Lords of Shadow 2

Castlevania: Lords of Shadow 2, najnowsza odsłona gier z serii Castlevania, będąca częścią projektu rebootu serii. Kontynuacja „Castevanii Lords of Shadow” i „Mirror of Fate”. Gra łączy w sobie elementy akcji oraz rozwoju postaci poprzez walkę z różnej maści bossami i przeciwnikami. Oczywiście przenosimy się w zupełnie inne czasy niż te, które zostały ukazane nam w poprzednich grach. Tak jak poprzednio, wcielamy się w Gabriela Belmonta, lecz nie jako członka „Bractwa Światła”, który walczył ze skażeniem i mrokiem, a istotę po przemianie w kogoś, kogo główny bohater zwalczał – potężnego wampira, Księcia Ciemności który przyjął imię „Dracula”.

ss_6cf7aaacef06fbf737b6a19bf97fc34ddfa15eba.1920x1080

To, czym Gabriel się stał. A stał się czymś, z czym tak bardzo walczył…

Fabuła

Pod wzlędem fabuły gra jest porównywalna do pierwszej gry z nowej serii. Mówiąć krótko, mamy tutaj wyraziste postaci, które będziemy pamiętać nawet po ukończeniu gry, cała historia jest ładnie poskładana, bez luk pomiędzy wydarzeniami. Ogólnym zarysem fabuły jest poszukiwanie zemsty, ale też wiecznego spokoju, przez zmęczonego i targanego wewnętrznymi rozterkami Gabriela. Do czasu, gdy zostaje znaleziony przez Zobeka, dawnego znajomego z Bractwa, który daje mu propozycję – ma pomóc mu pokonać Szatana, złego jegomościa z czeluści piekieł, który chce zniszczyć świat. Jeśli mu się uda, da mu to czego Dracula pragnie.

Tryby gry

Produkt jest nastawiony na rozgrywkę jednoosobową, urozmaicaną przez różnego typu „achivmenty”. Mamy też do dyspozycji DLC o nazwie „Objawienia”, które mają wyjaśnić kilka wydarzeń przedstawionych w toku gry.

Rozgrywka

Gra posiada bardzo spektakularny system walki, oparty na tym z Lords of Shadow.
Dracula posiada szereg ruchów (combo), które możemy wykorzystać w akcji. Dla urozmaicenia, i być może lekkiego utrudnienia – każdy ruch musimy sobie odblokować w karcie postaci. Znany z poprzedniczki „Zabójca Wampirów”, krzyż bojowy Gabriela zostaje zastąpiony biczem ze skażonej krwi Draculi. Korzystamy również ze „Skupienia bojowego”, umiejętności dającej więcej kul, dzięki którym mogliśmy napełnić pasek magii cienia i światła.

Ponadto, dano nam możliwość polimorfowania w szczury, opętywania przeciwników, nawet po zmianę w mgłę.
Również posiadamy komfortową możliwość sterowania bohaterem, nie musząc przy tym sobie łamać palców na klawiaturze.

Na moją uciechę, trzeba się podczas gry wysilić, nie jest łatwo. Bossowie potrafią dać ostro w kość, choć nawet i zwykłe „szaraki” potrafią czasem utrudnić życie. Zostało też wprowadzone kilka poprawek, poprzez które kulała pierwsza część. Choćby kamera, którą nie dało się manewrować, poprzez co czasem nie było widać przeciwników, którzy z jakichś przyczyn mogli odmówić walki oraz możliwość wyłączenia Quick Time Eventów, czyli sekwencji wymagających szybkiego kliknięcia lub naciśnięcia klawisza.

Lecz nie do końca wszystko wypaliło. W grze występują sekwencje skradankowe, których moim zdaniem nie powinno być, a jeśli już – mogły by zostać lepiej wykonane, zwłaszcza że po wykryciu zostajemy zmuszenia do powtórzenia sekwencji skradankowej, co potrafi wkurzyć za n-tym podejściem.
Co do długości gry, jest możliwa do ukończenia już w średnio 13 godzin, co dla mnie jest faktem smutnym. Gra jest zbyt krótka, a posiada naprawdę spory potencjał który można było lepiej wykorzystać.

Jak mówiłem, tu naprawdę dużo się dzieje. Jest dużo walki, a pozatym jest z KIM walczyć.

Jak mówiłem, tu naprawdę dużo się dzieje. Jest dużo walki, a pozatym jest z KIM walczyć.

Żywotność gry

Gra ma w sobie coś, dzięki czemu chce się do niej wrócić. Zasługami są wyżej wymienione – fabuła oraz grywalność. Nawet po ukończeniu gry mamy co robić. Ciągle zostaje nam możliwość tłuczenia przeciwników dalej oraz zbierania „upgrade’ów” do wskaźników życia i magii, oraz notatek rozsianych po mapie.

Grafika

Pod tym wzlędem, nowa Castlevania wypada bardzo dobrze. Lokacje są ładnie zaprojektowane, tekstury są ostre, a efekty podczas walki, takie jak rozbryzgi krwi wyglądają bardzo ładnie. Również główny bohater został dobrze zaprojektowany, dzięki czemu nic nie mamy się do czego przyczepić. Przerywniki filmowe są dobrej jakości, nie mamy żadnej pikselozy. Wszystko pięknie, ze znaczkiem jakości.

Przykład klimatycznej lokacji z gry.

Przykład klimatycznej lokacji z gry.

Dźwięk

Następnym aspektem gry jest solidnie zrobiony voice acting. Głosy są wyraźne i bardzo dobrej jakości, jak i odgłosy walki stoją na równym poziomie co voice acting. Wspomnę również, że mamy tutaj m.in. Roberta Carlyle’a jako Draculę i (Znanego choćby z filmu „28 tygodni później”) Patrica Stewart’a jako Zobeka (Równierz znanego z serii filmów „X-men”).

Optymalizacja

Mamy pod tym względem grę zrobioną solidnie, na moim już dosyć leciwym komputerze (Quad Q6600, 4GB Ram, GeForce 9800GT 512MB) wszystko śmigało bez żadnych spadków klatek, przycinek i nieprzyjemności związanych ze zbyt słabym sprzętem. Dodam, że gra korzysta z tego samego silnika co pierwsza część, więc jeśli LoS działało Wam dobrze, tak i trzecia część nie zawiedzie Waszych oczekiwań.

ss_f2d556c64b1ea4250484cb5c0a9f30e3fec95a97.1920x1080

Z mojej strony gra zasługuje na rekomendację, jeśli nie graliście – zagrajcie. Macie możliwość dostania w swe łapki naprawdę solidnej gry, przy której będziecie się dobrze bawić niszcząc wrogów, jak i śledząc losy Gabriela aka Draculi. Więc na samym końcu muszę wystawić ocenę.
Sam jestem fanem serii, przeszedłem te gry i zostałem bardzo zauroczony serią, wtem daję mocne 9/10. W tych czasach naprawdę ciężko o grę, która wciągnie i będzie aż prosić by do niej wrócić.
Serdecznie dziękuję, za czytanie moich wypocin. Jako że jest to moja pierwsza poważna recenzja, proszę komentarze na temat tego, co tu napisałem.

Pozdrawiam,
Maniak