Recenzja: Tour de France 2016

  • Grafika
  • Dźwięk
  • Mechanika
  • Fizyka
  • Grywalność

 

Wczoraj w Paryżu, tradycyjnie na Polach Elizejskich zakończył się ostatni, 21-odcinek tegorocznego Tour de France, najsłynniejszego wyścigu kolarskiego na świecie. Sportowy świat wirtualny nie samą FIFĄ, NBA2k i F1 stoi. Le Tour też doczekało się swojej egranizacji i to już ładnych parę lat temu. Cyanide Studio przez lata kroczy obraną ścieżką, a ich symulator kolarstwa z roku na rok jest coraz lepszy.

tour_de_france_2016_03

Cyanide Studio na rynek wypuszcza jednocześnie dwa różne tytuły pracujące na tym samym silniku. Na konsole obecnej generacji trafia gra zręcznościowa z elementami strategii drużynowej, którą możemy potraktować jako symulator wyścigów kolarskich. Natomiast na PC-ty trafia menadżer kolarski, gdzie mamy więcej możliwości zarządzania drużyną, a także więcej imprez do ogarnięcia niż sam TdF.

Po uruchomieniu gra wita nas bardzo prostym i przejrzystym menu, w którym połapałem się bez żadnego problemu. Niestety gra nie została spolszczona nawet w wersji kinowej, tak więc nie uświadczymy tu polskich napisów. Na szczęście stosowane słownictwo w języku angielskim jest do opanowania i osoba znająca język na poziomie średnim lub średnio-zaawansowanym bez problemu ogarnie temat.

Swoje pierwsze kroki skierowałem ku samouczkowi, dzięki któremu poznałem mechanikę rozgrywki i zasady jakimi rządzi się ta gra. Po jego ukończeniu bez problemu znałem rozkład całego sterowania i wiedziałem, co, gdzie, jak i z kim. Po ukończeniu tutoriala zdecydowałem się na główny tryb zabawy i tutaj niespodzianka. Całą kampanię, pojedyncze zawody, praktycznie wszystkie tryby gry poza wspomnianym samouczkiem możemy ograć zarówno sami, przeciwko znajomemu lub w co-opie. Problem jednak polega na tym, że kolarstwo nie jest zbyt popularną dyscypliną w świecie gamingu, w związku z czym próba podjęcia gry z kimkolwiek stanowi nie lada wyzwanie. Dwa główne tryby gry polegają odpowiednio na wybraniu konkretnej, istniejącej drużyny i wzięciu udziału w TdF. Przed startem możemy zebrać drużynę (zapachniało LOTR) lub skorzystać z gotowego składu, nota bene już najsilniejszego zespołu stworzonego z grupy kolarzy naszego teamu. Drugi tryb różni się tylko tym, że sami tworzymy drużynę, dobieramy sponsora i baaardzo budżetowych zawodników na początek. Uczestniczymy w wyścigach towarzyszących, które są wstępem do Tour de France i zbieramy kapitał na lepszych kolarzy. Szkoda, że to zaledwie 3 dosyć krótkie imprezy poprzedzające główną atrakcję, a nie cały sezon kolarski jak ma to miejsce w PeCetowej wersji.

tour_de_france_2016_04

A potem czeka nas już bardzo przyjemna realizacja zadania drużynowego, oraz zadań indywidualnych dla naszych podopiecznych. I tak np. konkretny kolarz musi wziąć udział w ucieczce, inny obronić koszulką lidera danej klasyfikacji, albo po prostu musimy zająć minimum konkretne miejsce w klasyfikacji odcinka. Jest tego sporo. Wybieramy jednego, którym chcemy zacząć wyścig, ale ponieważ czeka nas wiele zadań, to w jego trakcie możemy przełączać się między naszymi cyklistami za pomocą tzw. Team Comm.

W Team Comm oprócz zmiany kolarza, którym będziemy sterować, możemy ustalać tempo pozostałych członków zespołu, jaki napój regeneracyjny ma teraz spożyć, kogo ma chronić itp. itd., po prostu ustalamy całą strategię na dany etap. Ponadto w trakcie jazdy nasz menadżer może nam zasugerować zmiany w strategii dla uzyskania najlepszych rezultatów. Warto się do nich stosować, wystarczy wejść do Team Comm i podjąć decyzję.

tour_de_france_2016_02

Zanim zaczniemy zabawę na dobre, polecam pokombinować z poziomem trudności, na najniższym bardzo łatwo przychodzą wygrane, na wyższych już nie ma lekko, każdy na pewno znajdzie odpowiedni level dla siebie. Na niższych poziomach można było spokojnie trzymać się czuba peletonu i nie włączać się do ucieczki, by na kilka kilometrów przed metą przycisnąć i wygrać cały etap. Natomiast jeśli chcemy powalczyć o premie sprinterskie lub górskie, wtedy warto niekiedy jechać razem z uciekającą ekipą. Do dyspozycji dostajemy dwa napoje regeneracyjne, biały odpowiada za ogólną wytrzymałość podczas wyścigu, czerwony regeneruje nam pasek sprintu. Użycie sprintu sprawia, że poza czerwonym paskiem, spada także dosyć szybko biały. Grunt to dobrze zarządzać regeneracją i zużyć wszystko tuż przed strefą, po minięciu której otrzymujemy nowy zapas napojów. Jeśli za bardzo się wypompujemy możemy stracić całe mnóstwo pozycji lub nie ukończyć etapu, trzeba zatem uważać, aby nie przesadzić z tempem wyścigu.

Mijane krajobrazy wyglądają naprawdę malowniczo i są żywcem wyjęte z prawdziwego TdF, lokacje są mało powtarzalne, poza przejazdami przez mniejsze miejscowości. Swoim urokiem nie jednego urzekną etapy górskie, czy to podczas wspinaczki, czy podczas zjazdu ze szczytu. Kolarze są ubrani w oryginalne koszulki swoich zespołów, rowery i kaski wyglądają bardzo realistycznie, natomiast nasi kolarze… No cóż, wszyscy mają te same mordki i tą samą posturę. Istny atak klonów. Tutaj niestety twórcy się nie postarali i nie zamierzam skrywać swojego rozczarowania. Licencja też nie jest do końca wykorzystana, dlatego że nie wszyscy kolarze są opatrzeni w swoje prawdziwe nazwiska. A to jakaś literka jest dodana lub odjęta, albo przekręcona. Tak więc kwestie licencyjne są nie do końca dopracowane.

tour_de_france_2016_01

Muzyka, która nam towarzyszy w menusach nie jest może zbyt rozbudowana i nakręcająca atmosferę, ale przyjemnie się jej słucha. Brakuje jej tylko w trakcie wyścigów. W trakcie jazdy słyszymy nie tylko szum wiatru i mijanych obiektów, ale także okrzyki kibiców, którzy dopingują kolarzy, na etapach wspinaczkowych potrafią masowo wtargnąć na jezdnie i powoli ustępują przed nami machając flagami, dmąc w wuwuzele, wygląda to naprawdę realistycznie, gdyby nie jeden szkopuł. Sposób poruszania się kibiców wygląda jakby ktoś im powkładał kije od szczotek w cztery litery, lub jakby dostali jakiegoś zesztywnienia. Tudzież czasami wygląda to jak plaga zombie. Czepiając się poruszania postaci wspomnę, że otarcie lub uderzenie w barierkę przy wysokich prędkościach i ostrych zakrętach nie kończy się karambolem, w peletonie też nie uraczymy żadnych kolizji wywołujących mega karambol. Zdarzało mi się, że mój kolarz przenikał też przez kibiców, którzy nie zdążyli zejść na pobocze. Ot trochę mało realizmu.

Musze przyznać, że Tour de France 2016 bardzo mnie wciągnęło, przejechałem każdy etap od startu do mety, bez symulowania rozwoju wydarzeń, po prostu od początku do końca jechałem i podziwiałem jak to wszystko wygląda i funkcjonuje. Choć fizyka i realizm nieco kuleją, to jest naprawdę bardzo dobra gra, po którą sięgnąć powinni wszyscy fani kolarstwa, nawet jeśli twórcy nie uwzględnili całego sezonu i nie przyjdzie nam się zmierzyć także w Tour de Pologne. Dla mnie bomba i chętnie nie raz do niej wrócę.

 

Zdjęcie profilowe Piotr Malinowski
Magister dziennikarstwa, wkrótce także technik informatyk. Gry to jego pasja od ponad 20 lat. Zaczynał na C64, dziś gra na PC i Xbox One, w podróży także na smartfonie z systemem Windows Phone.